BLOG

Jesteśmy wszędzie tam gdzie dzieje się coś ciekawego.
Piszemy o nietuzinkowych miejscach, ludziach oraz wydarzeniach.
Omawiamy, komentujemy i polecamy- wszystko o czym warto wiedzieć.
27.09.2018 r.
autor:Łukasz Gamrot
Mija blisko dziesięć lat od czasu, kiedy rozpoczął się proces zmian...
11.07.2018 r.
Z Szymonem Lorencem, szefem kuchni Prodiż Bistro rozmawia Łukasz Gamrot.   Prodiż...
05.07.2018 r.
autor:Łukasz Gamrot
Zapytany o to gdzie zajrzeć podczas podróży do Krakowa czy Warszawy,...
Whisky to przede wszystkim emocje. Whisky&Spirit HOUSE w Katowicach,...
Punkt G odnaleziony. Okazuje się, że znajduje się w Pszczynie na ul....
Marzenia są po to, by je realizować. Ugoszczeni w katowickiej „Srebrnej...
12.02.2018 r.
autor:Łukasz Gamrot
Marzenia są po to, by je realizować — zwłaszcza jeśli dotyczą śniadania...
26.01.2018 r.
autor:Michał Wiechoczek
Redakcja Browaru wchodzi do baru i zastanawiamy się, co nas bardziej dziwi...
26.01.2018 r.
autor:Michał Wiechoczek
Korzystaj z życia, smakuj rozrywkę, baw się wspólnie z przyjaciółmi...
25.01.2018 r.
autor:Michał Wiechoczek
Gwar rozmów, zapach śródziemnomorskiej kuchni i delikatne brzdęknięcia...

Wyrok może być tylko jeden: NIEWINNI

 Wyrok może być tylko jeden: NIEWINNI
Mija blisko dziesięć lat od czasu, kiedy rozpoczął się proces zmian ul. Mariackiej. Postępowanie trwało długo i szczęśliwie zakończyło się tego lata. Werdykt zaskoczył stałych bywalców okolicznych pijalni wódki i knajp z zapiekankami, a brzmi jak wyżej: NIEWINNI. Tak jest wysoki sądzie, przyjmujemy z wypiekami na twarzy i pędzimy, aby się zastosować. Gdzie pędzimy? A pod numer trzeci, gdzie czekają na nas właściciele klubogalerii: Magda i Piotr z magiczną, hiszpańską atmosferą.
 
Łukasz Gamrot: Cieszę się, że w końcu mam okazję i przyjemność porozmawiać z osobą, która jest odpowiedzialna za całego zamieszanie. Nie ukrywam, że o Niewinnych słyszałem dużo wcześniej niż mieliśmy okazję się poznać. Moja żona już kilka dni po otwarciu wyciągała mnie do was i przy okazji każdego wyjścia do centrum suszyła głowę, że musimy do was zajrzeć. Dlatego gratuluję fejmu i od razu przejdę do trudnych pytań: co się stało, że wybraliście Mariacką?
 
Magda (właścicielka): Cześć i od razu powiem, że bardzo miło słyszeć, że już o nas słychać (śmiech). Odpowiadając na twoje pytanie, w naszych rozmowach rzadko używamy stwierdzenia „gastronomia”. Bycie na Mariackiej jest dla nas zupełnie nową przygodą, bo do tej pory nie mieliśmy nic z tym wspólnego. Mamy jednak szczęście współpracować z osobami, które mimo młodego wieku mają sporo doświadczenia. Na razie się uczymy. Jeżeli chodzi o sam pomysł, to sprawa jest dosyć prosta. Osobiście nie przepadam za wódką, a że jestem z Katowic, to możliwości wyjścia ze znajomymi w dużej mierze ograniczają się do ul. Mariackiej. Brakowało nam takich miejsc, które często spotyka się za granicą, gdzie po prostu można spotkać się ze znajomymi, a przy okazji pokosztować np. dobrego wina. Chcieliśmy odczarować w świadomości katowiczan (i nie tylko), że wyjście na Mariacką nie zawsze musi kojarzyć się z jednym.
 
Ł.G.: Jakby to ująć, na tej ulicy widziałem wielokrotnie osoby, który były winne wszystkiego, czego można było im zarzucić ( śmiech). Podchodząc jednak poważnie do tematu, powiedz mi czy nie obawialiście się, że jednak profil gościa okolicznych knajp odbiega w dużym stopniu od waszego?
 
Magda: Spotykam codziennie innych ludzi i bardzo to lubię. Na co dzień pracuję jako dziennikarz. Dlatego nie narzekam na brak adrenaliny. Jednak główny powód, dla którego powstali Niewinni to właśnie potrzeba kontaktu, rozmowy z drugim człowiekiem. I powiem szczerze, że przez dwa miesiące od otwarcia, które minęły zaskakująco szybko, miałam okazję poznać naprawdę wielu fantastycznych ludzi. Bałam się trochę typu gościa, który po wypiciu kilku kieliszków wiadomego trunku, będzie się awanturował, bo takie rzeczy się zdarzały na tej ulicy. Po obserwacjach mogę stwierdzić, że trafiliśmy jednak w niszę, bo odwiedzają nas ludzie ciekawi, artyści - taka katowicka „hipsterka”, dlatego nie mamy powodów do narzekań.
 
Ł.G.: Słuchając cię mam wrażenie, że w dużej mierze ta rozmowa będzie dotyczyć samej pasji, bo przecież marzeniem wielu osób jest otworzyć swój lokal, jednak co właściwie musi się wydarzyć, aby kobieta z ciekawą i wymagającą pracą, postanawia, że nagle nie będzie miała czasu na nic.
 
Magda: ( śmiech) Nie strasz proszę! Dopiero minęły dwa miesiące, więc to trudne pytanie. Powoli dochodzi do nas, że stworzyliśmy coś sami. Kosztowało to sporo czasu, pracy, nerwów. Wszyscy nasi znajomi, którzy są związani z tą branżą, przestrzegali nas, że nie będziemy mieli czasu i życia. Ale powiem szczerze, że na razie tego nie czuję. Jestem tu praktycznie codziennie, spędzam faktycznie sporo czasu, ale nie czuję, żeby mi to przeszkadzało.
 
Ł.G.: Nie potrafisz po prostu usiedzieć na miejscu, przyznaj się.
 
Magda: No tak, to wszystko przez mój charakter ( śmiech). Mimo ciężkiej pracy i wielu obowiązków, jak mam chwilę wolnego to muszę coś robić. „Nasze dzieciaki”, czyli barmani i obsługa śmieją się z tego, że jestem tu taką „włoską mammą” - chodzę, opiekuję się nimi i interesuję się wszystkim. Pewnie jestem też trochę upierdliwa i czepiam się drobiazgów, ale mam chyba do tego prawo(śmiech)? Jakoś to znoszą. Nie powinnam tego zdradzać, ale Piotr i ja, w pewnym momencie doszliśmy do wniosku, że nie mamy gdzie ze znajomymi chodzić na wino. Oczywiście są różne restauracje, ale cały czas podkreślam jedno: chciałam stworzyć miejsce, gdzie będą odbywały się happeningi, wernisaże, spotkania z ciekawymi ludźmi. Mamy to szczęście, że wielu z nich to nasi przyjaciele. Przychodzą ze swoimi znajomymi. A ci z kolejnymi. I tak, przy kieliszku dobrego wina, powstają pomysły na kolejne wydarzenia. Bo wino jest czymś więcej niż trunkiem. Wytwarza ono atmosferę, dostarcza niezwykłych chwil, które dzielisz z przyjaciółmi. Może nie będzie to od razu Paryż, Rzym czy Barcelona, ale mam nadzieję, że uda się przenieść tę magię również do Katowic.
 
Ł.G.: Katowic, które cały czas szukają swojej podmiotowości.
 
Magda: Oczywiście, że jest to ryzykowne i mam tego świadomość. Jednak widzę, że warto włożyć ten wysiłek i spróbować pokazać ludziom, którzy nas odwiedzają, że lepszym rozwiązaniem ( i tutaj ukłon w stronę Tichauera i waszej pracy) jest położyć nacisk na jakość i klimat.
 
Ł.G.: Wydaje mi się, że Katowice nasyciły się modą na tani alkohol. Oczywiście na Mariackiej zawsze jest tłum, jednak ludzie, którzy nie mają już 20 lat szukają trochę innych propozycji. Unikają tej ulicy. Szukają trochę innej stylistyki. I takie miejsca się pojawiają, jako odpowiedź na tę potrzebę. Na końcu ulicy Drzwi Zwane Koniem, pośrodku Browar Mariacki i teraz sam początek tej ulicy: Niewinni.
 
Magda: Staram się tutaj być jak najczęściej i obserwuję jacy goście przychodzą. Muszę zauważyć, że spotykam zaskakująco wielu obcokrajowców – możliwe, że przyzwyczajonych do takich „kulturalnych” miejsc. Przeważają Hiszpanie, a jest to mój ukochany region Europy - myślę, że czują się dobrze kiedy mogą zostać obsłużeni w swoim ojczystym języku. Druga rzecz, o której właściwie powinnam wspomnieć na samym początku: jesteśmy klubogalerią. Chciałabym podkreślić, że jest to galeria, która żyje. To galeria osobowości, a nie wiszące obrazy na ścianach. To muzyka, fotografia, teatr. Mamy to szczęście, że wśród znajomych mamy szalonych artystów - począwszy od Weroniki, która narobiła trochę hałasu w Katowicach szyjąc majtki z Sosnowca czy Raspazjan, którego murale możemy oglądać na murach czy ścianach Katowic. Mamy fotoreportera jednej z agencji prasowych, który jest zdobywcą Word Press Photo. Pewnego dnia mówię do nich: Chłopaki, Dziewczyny, jak jest to miejsce, to kurcze zróbmy coś, zareklamujcie się, wypełnijmy te ściany waszą sztuką. I od jakiegoś czasu widzę, że wokół tego miejsca skupia się coraz więcej osób, które są związane ze sztuką - spotykają się tutaj, rozmawiają. To mnie niezwykle cieszy.
 
Ł.G.: Nie dziwię się, sam szukałem takiego miejsca, w takim razie powiedz mi jeszcze co czeka twoich gości pod kątem gastronomicznym.
 
Magda: Przede wszystkim wyśmienite wina beczkowe z Moraw. Nie każdy ma świadomość wysokiej jakości i niezwykłego smaku morawskich win. I już zaczynam dostrzegać, że ta propozycja przypadła do gustu naszym gościom, w szczególności kobietom. W szczególności, że kraniki znajdują się na ścianie w gitarze (pomysł Piotra, miłośnika tego instrumentu), która od razu budzi zainteresowanie. Na tych kranach znajdziemy wina czerwone i białe: merlot, cabernet sauvignon, chardonnay, ale również uwielbiane frizzante z truskawką, granatem, maliną. Śmieję się trochę, bo widzę, że młodzi ludzie uwielbiają robić sobie z nim selfie – czyż nie jest to kolejny przejaw sztuki? (śmiech) Poza tym w ofercie mamy również drobne przekąski: deski serów, wędlin, suszone pomidory, kapary, tosty.
 
Ł.G.: Brzmi pysznie i słychać, że nie są to przypadkowe połączenia. Dlatego muszę zapytać dlaczego zdecydowaliście się nawiązać współpracę z Tichauerem?
 
Magda: Oczywiście nie będę ukrywała, że poczta pantoflowa jest najlepszą reklamą. Znajomy polecił nam Tichauera, spróbowaliśmy i wiedzieliśmy, że to jest strzał w dziesiątkę. Nie chcę ludziom wmawiać, że coś jest lepsze lub gorsze. Uważam, że warto otwierać się na nowe smaki i doznania, na coś bardziej autentycznego, za czym stoi historia, stąd Tichauer.
 
Ł.G.: Pojawiają się już jakieś opinie?
 
Magda: Proszę zważyć na to, że mówi to niedoświadczona osoba, ale po obserwacjach muszę przyznać, że jednak bliższe ludziom jest piwo lane. Od momentu, w którym mamy na kranach Tichauera, znacznie wzrosła sprzedaż piwa lanego, a w szczególności pszenicznego. Bardzo cieszy mnie, że znajdują się tutaj ludzie, którzy poszukują czegoś więcej. Wybierają coś ,co nie jest typowe.
 
Ł.G.: Mam nadzieję, że podczas tej rozmowy udało nam się choć w nieznacznym stopniu zdefiniować Niewinnych, ze swojej strony chciałbym jeszcze podziękować za coś co mi rzuciło się w oczy, a mianowicie dbałość o szczegóły, które przekładają się po prostu na szacunek dla gości lokalu. Tak świetnie wyposażonej toaletki nie spotkałem jeszcze nigdzie: kosmetyki, chusteczki, przybory toaletowe itd. Gratuluję.
 
Magda: To wynik słuchania ludzi i obserwacji. Wzięliśmy sobie do serca opinie znajomych, którzy dzielili się z nami uwagami dotyczącymi tego, czego im brakuje w innych miejscach.
 
Ł.G.: Możemy pewnie rozmawiać jeszcze kilka godzin, natomiast chciałbym na zakończenie zapytać jeszcze o plany względem Niewinnych i pomysły na zagospodarowanie tej artystycznej przestrzeni.
 
Magda: Kurcze, powiem ci, że kiedyś na Mariackiej były takie okresy, gdzie o dobry koncert nie było trudno. Nie zapomnę koncertu Kalibra, kiedy orkiestra górnicza grała w oknach kamienic. Chciałabym, żeby tutaj się działo. Odpowiadając na temat planów, jeszcze wrócę do Tichauera. Obserwujemy wasze działania, imprezy które organizujecie. Chciałabym więc, żeby wspólnie spróbować zrobić coś fajnego dla ludzi - mam na myśli koncert czy happening i przekonać ich, że zarówno Niewinni jak i Tichauer to coś więcej. Nie jestem z tych osób, które planują z olbrzymim wyprzedzeniem. Uważam, że trzeba żyć tu i teraz - na pełnej petardzie. Przede wszystkim chcemy być tutaj z ludźmi i dla ludzi. Zarówno pod kątem artystycznym, jak i gastronomicznym. Chciałabym żeby ludzie się przekonali, że Mariacka nie musi kojarzyć się z tanim alkoholem, bałaganem nad ranem i przejeżdżającymi służbami porządkowymi. Mam nadzieję, że to maleńkie miejsce będzie iskrą, która pozwoli przekonać gości, katowiczan, że warto spędzać czas trochę inaczej.
 
Ł.G.: I tego sobie, jak i wam serdecznie życzę.