Whisky&Spirit - dom z pasją i duszą

18.06.2018 r.
Whisky to przede wszystkim emocje. Whisky&Spirit HOUSE w Katowicach, to miejsce, w którym te emocje mają swoje indywidualne imiona: Burbon, Rum, Lager, Primitivo…, a odpowiedzialnym za ich dobór jest Tomek Izdebski.

Łukasz Gamrot: Ogromnie się cieszę, że w końcu możemy się poznać nieco lepiej. Nie ukrywam, że mieszkam po sąsiedzku, dlatego bywałem twoim gościem kilkukrotnie i zawsze bardzo miło wspominam te spotkania, co więcej tym szczęściem zazwyczaj dzieliłem się później z przyjaciółmi.

Tomek Izdebski: Miło słyszeć, to częsta przypadłość naszych klientów. Szczęściem warto się dzielić (śmiech).
 
Ł.G.: Zawsze zastanawiało mnie w jaki sposób człowiek odkrywa, że jednak będzie zajmował się zawodowo alkoholem. Będąc bardziej precyzyjnym: jego sprzedażą.

T.I.: Whisky&Spirit HOUSE jest firmą rodzinną. Moja droga do tego miejsca była dosyć burzliwa, jednak gdybym miał spróbować zdefiniować moment, w którym faktycznie zdecydowałem się związać  z tą branżą na stałe, to musiałbym wrócić do początków swojej przygody z degustacją alkoholu. Mam na myśli proces, w trakcie którego – czy to podczas szkoleń czy eventów, po prostu odkryłem wielowymiarowość i złożoność smaków, które drzemią na przykład w whisky. Moje kubki smakowe zaczęły dostrzegać różnicę w smaku. I był to początek pasji, którą chciałem się podzielić. Kiedy dostrzegasz ogromną różnicę w jakości produktów dostępnych na półkach i wsłuchujesz się w potrzeby klientów, jesteś w stanie odkryć przed nimi samymi smaki o istnieniu których nie mieli pojęcia. To niezwykle miłe uczucie.

Ł.G.:
Większość czasu spędzasz prowadząc eventy skupiające się na degustacjach alkoholi. Czy obserwując rynek widzisz coraz bardziej świadomego klienta?

T.I.: Dużo osób podróżuje po świecie, prywatnie i zawodowo. Podróże te dają możliwość spróbowania nowych smaków, wypicia whisky, która jest po prostu rzetelna. Po powrocie do Polski takie osoby napotykają pustynię jeżeli chodzi o wybór. Oczywiście są rzeczy ogólnodostępne. Rynek whisky w Polsce rośnie, jednak w dużej mierze jest to whisky przemysłowa, której jakość nam nie odpowiada, dlatego nie mamy jej w ofercie.

Ł.G.:
Przepraszam, że ci przerwę. A to nie jest tak, że rynek wpierw musi się nasycić, żeby później konsumenci zaczęli szukać jakości?

T.I.: Tutaj wracamy do wcześniejszego pytania. Wszystko to kwestia świadomości wyboru. W Polsce do klientów wciąć przemawia reklama i marketing. Rynek zawsze weryfikuje jakością. Słabi producenci czy dystrybutorzy, którzy idą w kierunku tanich i niskojakościowych produktów w końcu nie wytrzymają i odpadną z maratonu. Tutaj nie ma drogi na skróty. Podobnie wygląda rynek browarniczy w Polsce. Latami nie mieliśmy wyboru, piliśmy to co było dostępne na półkach. Ostatnie sześć lat to okres rewolucji kraftu. Pokochaliśmy jakość piwa warzonego z pasją i szeroki wybór. Dlatego nasz asortyment zawsze będzie skupiał się wokół wyjątkowych produktów.

Ł.G.:
Eventy, w których uczestniczysz oraz ich popularność chyba są tego najlepszym dowodem .

T.I.: Coraz więcej osób bierze udział w wydarzeniach na których smakują piw czy innych alkoholi. I to jak z dobrą kuchnią – jeżeli przyzwyczaimy swoje kubki do pewnej jakości smaku, to już na zawsze szukamy czegoś co będzie co najmniej tak samo dobre. Nie chcemy iść na kompromisy. Oczekujemy tego co od teraz utożsamiamy z dobrą kuchnią i jakbyśmy nie próbowali, to nie pozwolimy się oszukać. Dlatego tak cenię sobie pracę z klientem, który pragnie się czegoś dowiedzieć. Nasi klienci powoli się uczą i wchodzą na coraz wyższe poziomy jakościowe. Mówiąc wprost: nie zdarzyło mi się, aby ktoś kto uczestniczył w degustacji whisky, zamówił później do niej colę (śmiech).

Ł.G.:
Mam wrażenie, że im bardziej świadomie sięgamy po jakość, tym większe znaczenia ma dla nas autentyczność produktu, który kupujemy.

T.I.: Najprościej obrazuje to rynek piw przemysłowych w Polsce. Duże koncerny zauważyły jak bardzo popularne stają się piwa kraftowe. Dlatego na półkach coraz częściej pojawiają się „wynalazki”, które próbują udawać rzetelne krafty. Niestety dla klientów, którzy mają świadomość jakości jest oczywiste, że nie da się stworzyć dobrego piwa za 3 czy 4 złote. Podobnie jest whisky. Whisky która jest dobra nie może być tania. Bo są czynniki które wpływają na jakość tej whisky czyli na przykład jakość beczki, cena jej pozyskania i faktyczny czas leżakowania alkoholu. Czas kosztuje. Kiedy widzę whisky której cena oscyluje w okolicach czterdziestu złotych mój rachunek ekonomiczny się po prostu nie domyka. Dlatego świadomy klient nie sięga po półśrodki, a wręcz przeciwnie, zdaje sobie sprawę, że za jakość po prostu trzeba zapłacić. I nie da się oszukać tak zwanym marketingiem. Tylko autentyczność produkcji, receptury i jej powtarzalność są w stanie go przekonać.

Ł.G.:
Na początku zapytałem co się stało, że postanowiłeś poświęcić się tej branży. Teraz chyba wiem, po prostu lubisz opowiadać historie. Dobre historie.

T.I.:
Uznam to za komplement (śmiech), mam nadzieję, że nie miałeś na myśli tego, że za dużo mówię. Mówiąc zupełnie poważnie, to dla mnie najistotniejsze w tym biznesie jest nawiązywanie relacji. Często współpracując z klientami, po prostu w ich imieniu wysyłam prezenty dla ich klientów. Taka relacja wymaga naprawdę sporego zaufania, na które pracuje się latami. Misją Whisky&Spirit HOUSE jest promocja jakości. Dokonujemy nieoczywistych i zaskakujących wyborów. Sami szukamy i nawiązujemy relację z dostawcami, którzy normalnie nie szukają dystrybutorów. Najlepszym przykładem jest nasza oferta win z Moraw. Normalnie takie winnice mają około siedmiu lub dziesięciu hektarów. Całość produkcji jest sprzedawana turystom i naprawdę trudno było pozyskać niektóre z indeksów na nasze półki. Powiem szczerze, że tylko dzięki długoletniej przyjaźni z Jarem (jeden z najlepszych Czeskich winiarzy, wybitna postać), który uczył mnie tych niezwykłych smaków, mogłem odkryć wina, które dzisiaj stoją na naszych półkach i będę zaskoczony jeżeli znajdę drugą taką winnicę, w której absolutnie każda propozycja mnie zachwyca.

Ł.G.:
Z dobrych alkoholi na twoich półkach widzę równie piwa.

T.I.:
Piwna rewolucja to coś niesamowitego. W tak krótkim czasie udało się przekonać konsumenta przyzwyczajonego do tanich, koncernowych piw, że stać go na to, żeby pić dobre piwa. Skoncentrowaliśmy się na najlepszych kraftach ze Stanów Zjednoczonych, Belgii, Holandii, Niemiec ( w szczególności Bawarii). I obok tych piw, z dumą mogę też zaprezentować Tichauera. Jedyna propozycja kraftu z Polski i co najważniejsze ze Śląska.

Ł.G.: Miło to słyszeć, ale to od razu pociągnę temat i zapytam gdzie spotkałeś się Tichauerem.

T.I.: No jak to gdzie? W Browarze Obywatelskim (śmiech). Wieloletnie doświadczenia degustacyjne podpowiadają mi jedno: mnie do piwa przekonuje jego złożoność. I w kategorii piw lekkich, delikatnych doceniam właśnie Lagera z Browaru Obywatelskiego. Jest jednocześnie skoncentrowany i złożony w smaku, a z drugiej strony delikatny. Od razu wiedziałem, że będzie pasował zarówno klientowi wymagającemu, jak i takiemu, który po prostu ma ochotę napić się rzetelnego piwa. I Tichauer smakuje. Po prostu.

Ł.G.: Myślałem, że to ja będę tendencyjny, ale dziękuję, że pozbawiłeś mnie tej roli… (śmiech).

T.I.:
Zupełnie poważnie podchodząc do sprawy, to pamiętaj, że produkcja alkoholu to sztuka. Nam zależy, żeby to zawsze była sztuka najwyższych lotów, a to można uzyskać tylko dzięki wysokiej jakości i powtarzalności. Co z tego, że jedna warka będzie udana, jak za trzy miesiące mój klient powie, że następna jest do wylania. Nie mogę sobie na to pozwolić. Dlatego tak bardzo cenię sobie współpracę i relacje, o których mówiłem. To dzięki nim wiem, że producent Tichauera, czy innego naprawdę dobrego piwa, będzie wolał wylać taką nieudaną warkę niż psuć markę na siłę sprzedając nieudany produkt. Nie mam takiej pewności przy innych browarach.

Ł.G.: Takie podejście jest oczywiście trudne, jednak na dłuższą metę pozwala zbudować autentyczność, o której tyle mówiliśmy. Podobnie jest chyba z Whisky&Spirit HOUSE, nie wiążecie się z jedną marką alkoholu tylko macie szeroki wybór.

T.I.: Restauracje, hotele czy agencje eventowe, z którymi współpracujemy zaczęły bardzo doceniać to, że nie jesteśmy ambasadorem żadnej marki. Dzięki temu jesteśmy w stanie zaproponować dowolną whisky, a whisky to przede wszystkim emocje – chodzi o to, żeby zaintrygować. Podczas eventów dajemy skosztować trunków, w których pływają wodorosty, albo whisky, które przechowywane jest w słojach. Pobudzamy ciekawość, szukamy rozwiązań, które odkryją przed naszymi klientami różnorodność smaków i rozwiązań. Dzielimy się tym, co przede wszystkim smakuje nam.

Ł.G.: To widać, muszę przyznać zupełnie uczciwie, że podczas całej rozmowy miałem okazję spróbować kilku (więcej niż na palcach jednej ręki) nieoczywistych propozycji i czas jakby zakrzywił się trochę, bo pamiętam, że zaczynaliśmy rozmowę chyba trzy godziny temu (śmiech).

T.I.: To jest to budowanie relacji, o którym ci wspominałem (śmiech). Najważniejsze jest to aby podzielić się pasją. Nie mam aspiracji żeby sprzedawać coś w dziesiątkach tysięcy sztuk. Mi zależy na tym aby podzielić się z tobą czymś wyjątkowym.

Ł.G.:
I nie ukrywam, że ci się udało, bo dziwnym trafem w jednej ręce trzymam wino z morawskiej winnicy, a w drugiej butelkę Młodego Ziemniaka rocznik 2017 ( co ciekawe butelka z 2009 roku jest warta obecnie grubo ponad 2000 zł). Dziękuję zatem za świetną rozmową i do zobaczenia wkrótce.

T.I.:
Dzięki i pozdrawiam!